- Advertisement -

Zdążyć Z Pomocą

0
73
- Advertisement -

Od kilku miesięcy bezinteresownie prowadzi food bank. Popołudniami pomaga starszej pani na farmie- przytulisku, która oddalona jest od Llanelli o kilkanaście kilometrów. Poznajcie Alex- dziewczynę, która nie potrzebuje peleryny aby być super bohaterką i pomagać innym.

Aleksandrę poznaję przypadkowo, w drodze z pracy. Energiczna szatynka, z uśmiechem na twarzy. Widuję ją regularnie, dwa razy w tygodniu, pod jednym z lokalnych halli prowadzi Food Sharing. We współpracy z „Ty fforest resource hub”, jako wolontariuszka odbiera warzywa i owoce z lokalnych supermarketów i dzieli się z potrzebującymi. a takowych przybywa codziennie. W całym Zjednoczonym Królestwie podobnych inicjatyw są tysiące. To efekt światowego kryzysu ekonomicznego i humanitarnego. Ale tutaj, w Południowej Walii wydaje się, że jest już naprawdę bardzo źle.

-„ Wzrost kosztów życia spowodował, że ludziom brakuje na wszystkiego. Z problemami borykają się zarówno osoby samotne jak i całe rodziny. Walijczycy, Polacy, każdy. Food bank to pomysł aby choć trochę odciążyć ludzi w codziennych zakupach. Przychodzą osoby, którym na wszystko brakuje i potrzebują jedzenia. Są też tacy, którym brakuje na te kilka dni do 1-go i tacy, którzy po prostu chcą porozmawiać, jakoś wypełnić swój dzień- mówi Ola. To przykre, że w czasach kryzysu na śmietniki supermarketów wyrzuca się tony dobrego jedzenia. Czego nie wezmą ludzie, zawożę na farmę dla zwirząt” .

- Advertisement -

Przed pandemią Aleksandra łączyła pracę zawodową, z życiem rodzinnym i pasją, którą dzieliła się z innymi. Prowadziła zajęcia zumby. Niestety sytuacja życiowa zmieniła się diametralnie, z chwilą, kiedy przyszły problemy zdrowotne. – „Choroba zmienia priorytety, pojawiła się refleksja, co jest w życiu najważniejsze’’- mówi.

Człowiek wrażliwy na krzywdę innych, kiedy zaczyna angażować się oddaje całego siebie. Otwiera szeroko oczy i widzi to, czego inni nie chcą zobaczyć. Tak rozpoczęła się jej przygoda z farmą, przytuliskiem dla zwierząt niechcianych, którą Aleksandra wspiera od kilku miesięcy. Pomaga właścicielce przytuliska dla starych i chorych zwierząt. Dzieli się czym może. Organizuje jedzenie, ciepłe koce, pomaga fizycznie. W grudniu zorganizowała publiczną zbiórkę.

– „Na farmę trafiłam przez media społecznościowe. Nie miałam pomysłu, co robić z jedzeniem, które zostaje po „food sharing”. Na lokalnej grupie, ktoś wspomniał o tym przytulisku. Zrobiłam dokładne rozeznanie. Wybór nie był więc przypadkowy. To naprawdę magicznie miejsce. Oddalone od miejskiego zgiełku, ruchliwych ulic i hałasu. Cicho, spokojnie, czyste powietrze. A zwierzęta? Wyglądały na zadbane i kochane- wspomina Ola.

Na farmie swoje miejsce znalazły stare i schorowane zwierzęta. Niektóre z nich uratowane z rzeźni lub odebrane nieodpowiedzialnym właścicielom. Po przejściach, potrzebują pomocy człowieka. Niestety nie każdy ma tyle odwagi, siły i determinacji, by pomagać przez tak długi czas. A ona wciąż to robi. Na farmę jeździ kilka razy w tygodniu. Pomaga, dokarmia, dużo rozmawia z właścicielką.

-„Wysłuchałam wiele historii o tym, co przeszły te zwierzaki. Pani, która niesie im pomoc jest właścicielką farmy. Poświęca cały swój czas i oszczędności. Pod jej opieką znajdują się zwierzęta wykluczone, stare i schorowane. Nieadopcyjne. Kto chciałby przygarnąć stu kilową lochę czy starą krowę?- mówi Ola. Są zwierzaki z chorobami i okaleczone, zdarzały się być agresywne. Bały się człowieka, który często był ich oprawcą. Bito je, zastraszano, był przypadek oblania kwasem solnym- tak nie traktuje się zwierząt. W przytulisku swój dom znalazły: psy, koty, świnie, krowy, konie, domowy drób. Jest także list, który stracił wzrok. Do dyspozycji mają kilka hektarów wybiegu. Stodołę na zimę oraz to co najważniejsze zawsze- pełną miskę. Są zadbane, bezpieczne i wyglądają na szczęśliwe. Czego chcieć więcej?- kontynuuje. Każdy podopieczny przytuliska ma tu swoje miejsce. Jedne się są towarzyskie inne wciąż unikają ludzi. Integracja przebywa różnie. Delikatność i miłość to, to czego im potrzeba. Wszystko zależy od indywidualnej historii. Zwierzę nie opowie o swoich przeżyciach. Niektóre z nich, musza nauczyć się ufać. To bardzo mądre stworzenia, po tragicznych przejściach, obserwują i przyswajają to, co widzą. Na szczęście na farmie widzą miłość, bezpieczeństwo i zaangażowanie właścicielki oraz wolontariuszy. Są szczęśliwe, na swój własny sposób”- z radością w oczach opowiada nasza rodaczka.

Niestety z chwilą nastania przymrozków, pojawiły się nowe obawy, że zwierzęta będą marzły. Dlatego nasza bohaterka postanowiła zrobić publiczną zbiórkę. Całkowity dochód przeznaczyła na zakup najpotrzebniejszych produktów. Niestety podczas wirtualnej kwesty, pojawiły się „głosy”podważające sens pomocy. –„ Podczas zbiórki, uaktywniły osoby, które podważały sens moich działań. Pisały, że utrzymywanie takich zwierząt nie ma sensu. Zaczęto kwestionować w ogóle sens istnienia takich miejsca. Pojawiły się sugestie, że może próbuję kogoś oszukać, naciągnąć. Były też groźby- opowiada. Zrobiło mi się bardzo przykro. Nie rozumiem dlaczego ludzie, którzy nie chcą pomóc, utrudniają działania innym. Zwierząt wciąż przybywa, potrzebne są koce, karma, siano dla zwierzaków. Również przydałyby się gospodarskie naprawy; takie jak remont ogrodzenia i zabezpieczenie farmy przed wandalami. Niestety ale niejednokrotnie były włamania na posesję.

Farma regularnie jest dręczona. Ktoś przyjedzie podrzuci śmieci w okolice posesji.-„ Jakiś czas temu grupa wandali porozrzucała bele siana w odlegle zakątki pastwisk. Trudno, żeby kobieta sama, oprócz obowiązków pielęgnacyjnych, jeszcze sprzątała po tych pasożytach. Całe zapasy zimowe na zmarnowanie”- opowiada ze zdenerwowaniem.

Aleksandra oprócz jedzenia dla zwierząt i kocy, organizuje wolontariuszy, którzy pomagają w przytulisku. Szuka kontaktów, dodatkowych rąk do pomocy. Przytulisko mimo przeciwności losu ciągle się rozwija. Dzięki Aleksandrze, w porę, podniesiony został alarm, że zwierzętom na farmie zagrażają ludzie,… głupi ludzie.

– „Na dzień dzisiejszy chcemy ogrodzić farmę, a także założyć zabezpieczenia. Zarówno właścicielka jak i zwierzęta muszą czuć się bezpiecznie, bo to oaza dla bezdomnych, starych i leciwych zwierząt”- mówi.

Kiedyś, gdy nagłaśniano takie sprawy, osoby walczące o prawa zwierząt były obrażane. Potem to wszystko jakby znormalniało, a dbanie o ich godny los wydawał się być czymś naturalnym. Niestety, po pandemii koszmar powrócił. Nie wyciągnęliśmy wniosków. Znowu pojawiło się powszechne przyzwolenie na zawiść. Powrócił wzmożony egoizm. Krytyka w internecie, złośliwość, brak empatii, przemoc. Ludzie widzą tylko koniec własnego nosa dla wielu zwierzę ma radzić sobie samo.

- Advertisement -
Previous articleCensus, Podliczono Nas
Next articleDrive A Train At Cynheidre On The Llanelli & Mynydd Mawr Railway

LEAVE A REPLY

Please enter your comment!
Please enter your name here
Captcha verification failed!
CAPTCHA user score failed. Please contact us!
X
X
Skip to content